Okiem Suchara: Łamacz kości.

481389_401052913265974_1687463837_n

No i niby byłem i mnie nie było. Wróciłem z nowym zapasem energii! Mnie to cieszy :p. No ale do rzeczy, przez ten cały czas chodziła mi po głowie myśl. Dosłownie obijała się po czerepie, nie dawała spać! Ta myśl to właśnie łamacz kości, wyrażenie, która ma reprezentować pewien zamysł, sposób grania, tworzenia, czy nawet istnienia w świecie. Bo wszystko jest w pewien sposób zbudowane, ma jakąś strukturę, a ucieczka od niej tworzy nową. Chodzi mi o to, że istnieją reguły jak coś robić, czy czegoś nie robić. I w pewien magiczny sposób, naszym zadaniem jest coś zmienić, w taki sposób, aby uciekało ze struktury, a do niej pasowało.  Dlaczego łamacz kości? Bo aby móc się wyrwać ze standardów, musimy poczuć dyskomfort, ból, a może nawet coś stracić. Proces, który sprawia, że przestajemy utrzymywać się w strefie komfortu i jesteśmy w stanie czystej kreatywności, droga przez mękę, że tak powiem.

Improwizując pewną scenę, miałem jej dość. Jedyne, o czym myślałem, to to jak źle mi idzie i jak bardzo chcę to zmienić, ale nie mogę się wyrwać, zamiast tworzyć coś nowego i świeżego, tkwiłem w tym, co znam i co nie jest aż tak dobre. Błagałem we własnej głowie, aby ktoś rzeczywiście złamał mi palec, może nawet całą rękę, aby wyrwać się z rutyny i naprawdę być tu i teraz. Doprowadziło mnie to, do nie pisania przez pewien czas, ale uświadomiło mi jak bardzo dobrze jest najpierw coś przeżyć w życiu i dopiero potem pokazać to na scenie, dzięki temu staje się to prawdziwe, autentyczne a niewymyślone. Ba! W ten sposób możliwe jest, sprawienie, że widz zobaczy to, czego nie widać gołym okiem i w to uwierzy. Bo emocje, które za tym stoją są prawdziwe. Podejrzewam, że nie ma znaczenia, o czym byłaby scena, czy o kurzu czy o podkładce pod kawę, ale łamacz kości sprawia, że te sceny stają się magiczne.
Łamaniem nazywam proces, który ma za zadanie wyrwanie nas od naszych upodobań, ustawić nas tam gdzie nigdy nie byliśmy. Kości to symbolika tego, że musimy to poczuć, a musi to być przyswojone przez własną skórę, nikt nas nie zastąpi, ani nikt nie przeżyje czegoś za nas!

Dobra, ale jaki to ma związek z improwizacją? A no taki, że sceny nabiorą nowego tępa i całkowicie nowej, jakości. Możemy specjalnie wybijać się z równowagi. Przyjść głodni, uderzyć się w mały palec, zjeść cytrynę. Wszystko, co może być pomocne w wyprowadzaniu się z równowagi i tego poczucia bezpieczeństwa, czyli znaleźć się w miejscu gdzie każda nasza decyzja jest ryzykowana, a wszystko daje widzowi ogromne pole na przeżywanie napięcia. Bo o te napięcie właśnie chodzi. Szła Ci kiedyś scena tak źle, że miałeś ochotę to wszystko zostawić? Albo może idzie dobrze, ale czujesz rutynę, albo inne. Kiedy chcesz dać od siebie więcej. Zadaniem improwizatora jest dawać wszystko, co ma, a to jest jeden ze sposobów, w sumie może on być dla każdego, inny.

Jak możemy to ćwiczyć? Na warsztatach możemy kogoś poprosić, aby z zewnątrz wyprowadzał nas z równowagi.  A co do występów, to już nasza indywidualna decyzja, co i jak zrobimy! Najważniejszy jest koncept, a to jak do niego dojdziemy to już zależy od naszego podejścia.

Bardzo długo wstrzymywałem się z tym artykułem. A to dlatego, a to dlatego. Prawdziwym powodem jest to, że zacząłem korzystać z tego narzędzia i stało się ono moim utrapieniem jak i najlepszym rozwiązaniem. Wszystko stało się ciekawsze z mojej perspektywy. Gram same nowe rzeczy i mój autentyzm grania się polepszył. Zacząłem bardzo delikatnie. Przed każdą sceną, resetowałem się. Poker face i jedziemy! Wtedy już musiałem coś w somie złamać, ale jako utrudnienie i chęć pracy nad sobą i realnością tworzenia, nie pozwalam emocją, które powstają przez łamacz kości, wyjść. Staram się pokazać najmniejszy ich skrawek. Tak, aby nie ironizować czy nie uciekać od tego, co robię. W ten sposób emocje stają się prawdziwe, ja to autentycznie przeżywam na scenie. Jestem w końcu tu i teraz. Wymaga to ogromnej ilości skupienia i jest to raczej bardziej ćwiczeniowe niż występowe, ale już po jednym warsztacie czułem różnicę. Choć ja tam korzystam z tego wszędzie gdzie mogę!

Autor: Robert Suchar Cichocki.



Opublikowano 12-04-2013 przez Suchar in category "Artykuły